Jak to w końcu jest z tym białkiem? Ta myśl przychodzi do głowy każdemu z nas. Czemu mam płacić za ładnie zapakowane odżywki zza wielkiej wody skoro tuż za rogiem, poczciwa mleczarnia wydala na świat fantastyczną i niezwykle tanią odżywkę białkową…? Białko to białko a koncentrat serwatki to koncentrat serwatki czyż nie? Szperając po forach znalazłem ciekawy post jednego z modów, który to postanowił „opieprzyć” delikatnie mówiąc, userów krytykujących Łowickie WPC 80...
Swoje zdanie (jedyne słuszne z resztą) argumentował faktem, że każda znacząc marka bierze serwatkę z mleczarni. Że niczym się one nie różnią a jeśli już to tylko jedynie kampanią reklamową. Że żyjemy w błędzie i tylko wydaje nam się, że jemy coś lepszego. W sposób fantastyczny wytłumaczył mocne pienienie się suplementów z mleczarni: „produkt ostrowie ma większe grudki, pod które dostaje się powietrze i tym sposobem pojawia się duża piana”. Iście naukowe wytłumaczenie. Ale nie oto mi chodzi. Sam osobiście nie mam nic do Ostrowii. W końcu każdy z nas spożywa ich serki, pije ichniejsze mleko i żyje! Tym bardziej nie mam nic do zarzucenia tej marce, i rozumiem, że nie każdego stać na markowe białko. Ostrowia w żadnym przypadku nie jest złym wyborem, a i „wałki” z ich strony nam nie grożą.
Ale…
Ostrowia nie posiada certyfikatu PN-EN ISO 22000:2006 w zakresie: „Produkcja, dystrybucja i marketing środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz suplementów diety w formie kapsułek, tabletek, koncentratów w proszku i kapsułek", a więc nie jest przystosowana do produkcji odżywek (taki atest posiada choćby Olimp). I o tym należy pamiętać. Proces produkcyjny spełnia jednak wymagania (mam nadzieję), ponieważ zakład produkuje żywność. I tu dochodzimy do sedna sprawy, do różnic w procesach produkcyjnych. Owszem Olimp czy jakakolwiek inna firma produkująca odżywki kupuje serwatkę w mleczarni (bo o wychów krów we własnych zakładach raczej ciężko) ale na tym podobieństwa się kończą. Firmy suplementacyjne tym, co ostrowia sprzedaje ćwiczącym jako gotowy produkt, dopiero zaczynają zajmować się w laboratoriach. Następuje szereg procesów, zabezpieczonych wyżej wspomnianym certyfikatem. No, ale mówi się, że żywność należy jeść jak najmniej przetworzoną….
Jeszcze jedno ale…
Moja aprobata dla odżywek z mleczarni dotyczy tylko Ostrowii. Tutaj nie mam zastrzeżeń i mimo, że go nie polecam to na pewno nie będę go krytykował. Ale zupełnie inaczej ma się sprawa z Łowickim. Osobiście zatelefonowałem wczoraj do SM Łowicz z zapytaniem o ich odzywkę białkową. W odpowiedzi usłyszałem, że nigdy SM Łowicz nie produkował ani nie przyznaje się do WPC 80 Łowickie. Aferą śmierdzi tu na kilometr. Żal mi wszystkich, którzy zostali oszukani. Przykro mi panowie, ale spożywaliście w najlepszym przypadku smakową mąke… Zresztą już wcześniej słyszałem że To grubszy wałek. I naprawdę SM Łowicz nie brała w ty udziału. Oni nawet nie wiedzieli, że coś takiego istnieje…
SPROSTOWANIE - producentem białka Łowickie 80 jest Megabol, jednak SM Łowicz nie potrafi udzielić informacji na temat sprzedaży półproduktów tej marce. Zaprzecza też jakoby kiedykolwiek produkowała odżywki dla sportowców.
Reasumując, przed chwilą zadzwoniłem sobie do FA z zapytaniem gdzie są produkowane ich suplementy. Wiemy że na opakowaniu pisze „Made In USA”. Usłyszałem to czego się spodziewałem „tajemnica handlowa”. I na nic moje argumenty że każdy suplement ma napisane przez kogo i gdzie jest produkowany. A my jako konsumenci mamy prawo to wiedzieć. Cóż, może niektórym to jest nie na rekę…? Ja osobiście chwaliłbym się patentami i za morskimi producentami….
pozdrawiam