|
Praktycznie każdy amator sportów siłowych (a pewnie i nie jeden zawodowiec) przypisuje magiczną siłę suplementom diety. Stają się one wyznacznikiem naszej formy a kasa wydana na kolejny cykl jest głównym motorem naszych działań. Wydana gotówka jest najlepszym motywatorem do ciężkich ćwiczeń. Jakże często słyszymy jęk zawodu po nieudanym cyklu? Jakże często suplementy okazały się nic nie warte.? Nie ważne, że o diecie wiemy tyle, co prezydent o piłce nożnej, a trening jest fajny jak spompujemy biceps…
Z pewnością mityczną siłę suplementów przypisać możemy reklamom i potężnej roli placebo. Niektórzy z nas nie zdają sobie sprawy ile w tym sporcie znaczy psychika i chęć udowodnienia sobie, że ten suplement, który kupiłem właśnie JA działa. Musi działać, bo JA się nie mylę. Jest też druga strona medalu, tak naprawdę cykl się nie udał, bo ten dupek doradził mi jakiś badziew. Jak JA mam w tych warunkach uzyskać dobry wynik? Umiejętność oceny przydatności danego suplementu do naszych aktualnych potrzeb to wiedza bez cenna. Sprawę utrudnia fakt badań wszelkiej maści i pochodzenia. Chociażby sprawa kreatyny i przyjmowania jej na czczo bądź po śniadaniu. Stara szkoła mówi o przyjmowaniu porcji monohydratu na czczo, nowe badania ukazują pozytywne efekty przyjmowania kreatyny po śniadaniu. Kto wie jakie badania na temat przyswajalności kreatyny pojawią się za miesiąc, rok czy parę lat.Przypomnę tylko, że stara szkoła proponowała stosowanie kreatyny z fazą nasycenia, o którym większość nowicjuszy nawet nie słyszała i praktycznie nikt tej zasady nie stosuje. Problematyczna jest też kwestia przyswajalności i szkodliwości białka. Jak porcja jest dla nas optymalna? Czy dawka powyżej 40gr jest szkodliwa? Co z wpływem nadmiaru kwasu glutaminowego na chorobę ALS? Czasami ciężko odnaleźć się w nawale nowych badań, opinii wyrażanych przez „dietetycznych guru”. Skoro ponad 40gr białka w porcji szkodzi i są na to naukowe dowody to, dlaczego Kai Greene (i inni zawodowcy ładujący po 120gr białka na porcję) jeszcze żyje? Bardzo łatwo zmiany chorobowe zrzucić na karb suplementów. Zdrowy rozsądek to cecha, którą należy posiąść zagłębiając się w nowinki suplementacyjne. Podsumowując ten tekst, uważam, że są pewne nie zmienne cechy suplementów diety, których możemy być pewni (np. fakt że wspierają poprawianie osiągów sportowych). Są też takie, o których dopiero się dowiemy i takie, które odejdą w niepamięć. Nikt nie może jednak nazwać się specjalista w tym trudnym zakresie bo wiedza do zgłębienia jest wręcz nie możliwa i ulega ciągłym zmianom. Można być obytym w temacie, ale najważniejszą cechą w kontaktach z suplementami jest otwarty umysł na zmiany i nowe dowody. Zamykając się utartych opiniach niwelujemy swoja szansę na skuteczne wykorzystanie potencjału dostępnych suplementów diety. pozdrawiam
Dyskusja: http://www.forum.spartan7.pl/index.php?topic=2291.0
|