W dzisiejszych czasach otyłość staje się problemem tak oczywistym, że wręcz bagatelizowanym. Owszem specjaliści biją na alarm, sami zainteresowani mający, choć trochę samokrytyki patrząc w lustro też zauważają problem, ale niestety – proces odchudzania to rzecz skomplikowana. Ludzie potrzebują pomocy i do nich właśnie wyciągają dłoń producenci różnorakich suplementów diety wspierających gubienie tkanki tłuszczowej. Niestety, nauczony nieprzyjemnymi doświadczeniami nie mogę poszczególnych preparatów wymieniać z nazwy, producenci jak lwy po raz kolejny rzucą się na mnie broniąc swojego badziewia.
Opiszę, więc procesy marketingowe a rezolutny czytelnik sam wyciągnie wnioski i odkryje, o które preparaty chodzi. Chciałbym także, przedstawić wam fikcyjnego doktora Marka, specjalistę inżyniera w zakresie suplementów diety, który to nad owym badziewiem pracuje i wciągnie nas w marketingowy wir sprzedawania tych magicznych suplementów.
Pierwszym z brzegu będzie obficie reklamowany w TV produkt zaczynający się na literkę L. Zerknijmy na skład:
- L-karnityna (100 mg),
- Wyciąg z zielonej herbaty (50 mg),
- Wyciąg z białej fasoli (100 mg),
- Ocet jabłkowy (40 mg),
- Chrom (30 mcg).
O matko! Czy zasnę w nocy po tym niezwykle silnym specyfiku? Panie Marku a nie wyrwie mnie to z butów? Proszę się nie obawiać, mamy udowodnione działanie poszczególnych składników na poziomie 0.3%!!! A więc działają i są nie wyrywające z butów. Panie Marku premia jest pana.
Bądźmy jednak poważni, nie chcę tutaj rozwodzić się nad działaniem poszczególnych składników, bo zawsze znajdą się dowody owe działanie potwierdzające. W dzisiejszych czasach to nie problem. Naszym celem jest redukcja tkanki tłuszczowej, a nie kontrola apetytu czy blokada wchłaniania tłuszczy (kończąca się oleistymi pierdami) i/lub węglowodanów.
Skoro w nawiasie wspomniałem o „oleistych pierdach” to na myśl przychodzi mi kolejny suplement zaczynający się na pierwszą literkę alfabetu. Pan Marek zmyślnie wprowadził hasło reklamowe roku: zrzuć 2kg a dzięki A. zrzucisz dodatkowy 1kg. Dzięki czemu? Dzięki fantastycznemu składnikowi o nazwie: orlistat, to mówiąc prosto bloker wchłaniania tłuszczy. To właśnie dzięki niemu spożyty posiłek zawierający tłuszcze zapewni nam niezwykle miłe chwile w toalecie. Gorzej jak toalety nie będzie w pobliżu. Atrakcje gwarantowane. Oczywiście dr. Marek to przewidział i w zaleceniach ukrył formułkę o nie spożywaniu tłuszczy podczas suplementacji owym fantastycznym produktem. I teraz czas na moje skromne pytanie: czy dla producentów jesteśmy niedorozwiniętymi debilami nie potrafiącymi wyciągnąć wniosków? Po co mi bloker wchłaniania tłuszczu skoro mam go nie spożywać? Aaa rozumiem, mogę go spożywać a dzięki A. moja dupa będzie jak rozpruty tankowiec na morzu północnym ciągnący za sobą oleistą plamę-giganta. Świetna opcja, warta zachodu. Doprawdy.
Potężnym wsparciem w redukcji tkanki tłuszczowej jest dieta. A jak dieta to produkty dietetyczne. I znów reklama robi nam pranie mózgu, przecież łatwiej jest kupić produkt dietetyczny niż gotować brokuły. I na bogato uposażonych pólkach sklepowych trafiamy na dietetyczne-fit-ekstra-super płatki szanowanego producenta, opatrzonego logiem gniazdka z jakimś niewydarzonym ptakiem, który po przeniesieniu produkcji do Chin i zaliczeniu kilku nic nieznaczących dla niego wpadek jakościowych rozwiną skrzydła. Przystanąłem, więc przy owym produkcie, widzę pełną gamę smaków z fantastycznie dietetyczną czekoladą, śmietankowymi dodatkami itp. Zerkam na skład a tam dr Marek pluje nam w twarz i obraża naszą matkę w jednym - 70gr cukru na 100gr produktu.!. To tak jakbyśmy do herbaty (oczywiście zielonej) dosypali 25 łyżeczek cukru. Na zdrowie. Nie mam już sił dalej wyciągać tych brudów, apeluję tylko: ludzie myślcie. Nie dajcie się oszukiwać, decydujcie sami o swoim zdrowiu i wyglądzie. Powodzenia.
Podyskutuj na forum: http://spartan7.pl/forum/index.php?topic=2545
A ode mnie zgrabna pani ;) S.S.
